Włochy-podatek od luksusu Rząd Romano Prodiego zakwestionował tak zwany podatek od luksusu, wprowadzony przez władze Sardynii. Sprawą podatku zajmie się teraz Trybunał Konstytucyjny. Zdaniem włoskiego premiera podatek jest niezgdony z konstytucją, gdyż opłacać go muszą jedynie osoby spoza Sardynii. W związku z tym Romano Prodi postanowił zdyscyplinować gubernatora wyspy Renato Soru i przekazał sprawę Trybunałowi Konstytucyjnemu. Z zadowoleniem informacje o tego typu działaniach szefa rządu przyjęła opozycja. Jej lider - Silvio Berlusconi sam bowiem musiał płacić 48 tysięcy euro od wspomnianego podatku od luksusu. Gubernator Sardynii dzięki autonomii w dziedzinie fiskalnej nałożył podatek między innymi na właścicieli nieruchomości, znajdujących się w pasie trzystu metrów od brzegu morza. Za metr kwadratowy właściciele takich domów muszą płacić 15 euro za metr. Ponadto za każde lądowanie własnym samolotem na wyspie płacić należy od 150 do 1000 euro, a jeszcze drożej kosztuje przybycie na Sardynię własnym jachtem. Za tego typu luksusy nie musieli jednak płacić stali mieszkańcy wyspy, co wzbudziło zastrzeżenia premiera Prodiego. Sprawą podatku 18 września zajmie się Trybunał Konstytucyjny. Jednak gubernator Soru, w którym włoscy i zagraniczni milionerzy widzieli współczesnego Robin Hooda, jest dobrej myśli. Tym bardziej, że połowa "bogaczy" już zapłaciła podatek od luksusu. M. Lehnert, PR, Rzym/IAR/mn/pbp >>
2007-09-30
SygnalyDnia / Premier Jarosław Kaczyński o sukcesach rządu, koalicji PO - LiD, debacie i "figurancie"
Premier Jarosław Kaczyński ocenia, że ostatnie dwa lata rządów PiS były - zważając na okoliczności - wielkim sukcesem. Gość porannych "Sygnałów Dnia" podkreślił również, że bez koalicji z LPR i Samoobroną w Polsce nie udałoby się nic osiągnąć. Zdaniem premiera, Polsce opłaciły się wspólne rządy niedawnych koalicjantów. Pytany o najważniejsze osiągnięcia rządu Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński powiedział, że jego partia potrafiła naprawić polskie państwo. Szef rządu dodał także, że jego gabinet bronił polskich interesów w świecie i wykorzystał dobrą koniunkturę w gospodarce, zapewniając jej bardzo szybki rozwój. Premier Jarosław Kaczyński przypomniał, że w trakcie jego rządów między innymi spadło bezrobocie i powstało milion trzysta tysięcy nowych miejsc pracy. Jarosław Kaczyński ocenia, że w przypadku wygranej PO i LiD w wyborach parlamentarnych, zapoczątkowana budowa IV RP zostanie gwałtownie zahamowana. Gość "Sygnałów Dnia" wyjaśnił, że mówiąc o "nowym 13 grudnia w przypadku koalicji PO i LiD", miał na myśli, że nastąpiłoby wówczas wstrzymanie korzystnych dla Polski procesów. "Słowa były twarde, ale oddające rzeczywistość" - podkreślił szef rządu. Zdaniem premiera, po koalicji PO i LiD można by się spodziewać nawet podjęcia represji wobec osób, które wprowadzały proces odnowy Polski i doprowadziły do wzrostu gospodarczego, spadku przestępczości oraz bezrobocia. Jarosław Kaczyński powiedział, że zarzuty, jakoby jego słowa miały na celu obrażenie ludzi, związanych z Solidarnością to bzdura. Premier uważa, że zarzucając mu takie intencje, opozycja chce ukryć prawdę o tym, że zamierza przywrócić w Polsce stare, korupcyjne, oligarchiczne stosunki. Premier zaprzeczył doniesieniom, jakoby sztaby wyborcze PiS i LiD już wcześniej zawarły układ w sprawie debaty Kaczyński - Kwaśniewski. Jarosław Kaczyński przyznał, że dopiero w niedzielę za kulisami wiecu wyborczego w Lublinie członkowie sztabu naradzali się czy przyjąć ofertę Aleksandra Kwaśniewskiego. Przyznał, że wszyscy byli zgodni, że trzeba podjąć wyzwanie i nie należy wykorzystywać kolejnej "wpadki" byłego prezydenta w Kijowie, bo byłoby to źle zrozumiane. "Trzeba rozmawiać z główną twarzą III Rzeczczpospolitej" - podkreślił. Jarosław Kaczyński nie wykluczył także spotkania z Donaldem Tuskiem, ale - jak powiedział - gdy lider PO będzie miał do powiedzenia coś wiecej niż teraz. Premier przewiduje, że do jego debaty z Aleksandrem Kwaśniewskim dojdzie na początku przyszłego tygodnia. Jarosław Kaczyński znalazł się w katalogu osób publicznych, ogłoszonym przez IPN, jako "figurant". To osoba, którą interesowały się komunistyczne służby specjalne. Premier powiedział w "Sygnałach Dnia", że Służba Bezpieczeństwa rozpracowywała go od lat 70 do roku 1989. Jeszcze w sierpniu 1989 roku nie mógł w związku z tym otrzymać paszportu.